14 maja 2008

Stanisław Tabisz GORĄCE BARWY ŚWIATA


"Malarstwo to kolor" - mawiają zagorzali koloryści, chociaż funkcja koloru nie zawsze była w historii sztuki rozumiana i stosowana jako wyodrębniona i jedyna wartość, warunkująca powstanie wybitnego dzieła malarskiego. To, co wyprawia z kolorem światło - owe migotliwe refleksy, farbowane cienie i relatywne wzajem siebie oddziaływania plam barwnych - było zdobyczą i doświadczeniem całych wieków malarstwa Europejskiego. Kolor jednakże może być odczuwany i stosowany symbolicznie, jako środek z zakresu mentalnej i psychicznej aktywności. Wtedy powinniśmy posługiwać się raczej pojęciem "barwy", aniżeli "koloru". Dźwięczne, soczyste, tęczowe barwy mają swoje z intuicji i pamięci wysnute sumaryczne znaczenia, a ich magiczne i kultowe oddziaływanie wydaje się rezultatem przeżywania wyjątkowych, egzystencjalnych sytuacji. Zjawiskowa barwność świata powstaje przecież w wyniku przenikania światła w ciemną materię zawieszoną w kosmicznych przestrzeniach nieskończoności.

Guillaume Apollinaire, poeta i wierny przyjaciel malarzy, pokusił się o następującą definicję: "Malarstwo jest w istocie mową światła. Kiedy zaś światło może wyrazić się w pełni, wszystko się zabarwia". W barwie więc chodzi o jakąś "pełnię", o komplementarne nasycenie i ten szczególny rodzaj podstawowego brzmienia harmonicznego, od którego dopiero później tworzy się i zestawia barwy pochodne, wypadkowe, i dostraja wysmakowane niuanse kolorystyczne. Z nich właśnie składa się szara, powszednia rzeczywistość, ale święto tej rzeczywistości jest wielobarwne, karnawałowe, jadowicie nasycone i jaskrawe, dosadne, zachłanne, żywiołowe i agresywne, promieniujące radosną witalnością - jak obrazy Katarzyny Kopańskiej. Kiedy się z nimi obcuje dłużej, podlega się ich archetypicznej magii i emocjom zakodowanym w odważnej dekoracyjności. Żarliwa wiara artystki w malarstwo formalnie "czyste", a zarazem wieloznaczne w uniwersalnej treści, sprawia, że działanie jej obrazów można niekiedy uznać za przejaw jakiegoś obrzędowego transu. Rodzi się on zapewne i krąży wokół tak zwanej natury świata, pulsującej żywiołem życia. Radosne święto istnienia bywa wybujałe w gorącej ekspresji albo celebrowane w mistycznej powadze.

Aby głębiej zastanowić się nad twórczością każdego autentycznego malarza, należy postawić pytanie o jego stosunek do natury, do realności oraz odczytać jego stylistyczny szyfr, ten osobisty i niepowtarzalny sposób obrazowania. Katarzyna Kopańska należy do artystek kreujących jakąś szeroko uogólnioną, wielobarwną wizję świata z elementów zaczerpniętych ze świata zewnętrznego, a nawet z najbliższego otoczenia. Nie jest łatwo usystematyzować ikonografię jej obrazów, ale na pierwszy rzut oka płótna te, w swych złożonych i panoramicznych przedstawieniach, wydają się czerpać z konwencji malarstwa średniowiecznego, tego z początkowych wieków drugiego tysiąclecia naszej ery. Odniesienie to wskazuje na łączność z mitologią starożytnej Grecji, odziedziczoną w spadku kulturowym przez Rzym i Bizancjum. Stąd nasze, polskie pogranicze krzyżowania się różnych wpływów, asymilacja prądów płynących z wielu odmiennych źródeł kulturowych.

Skłonność do ornamentowania, rytmizowania, stosowania szerokich płaszczyzn, surowych barw i chroniczna dekoracyjność obrazów Katarzyny Kopańskiej przybliża kontekst jej estetycznych upodobań do pozostałości cywilizacji i kultur egzotycznych dla Europy. Mam tu na myśli pewne zjawiska rodem z dalekiego Wschodu, Tybetu, Indii, albo te, może jeszcze bardziej egzotyczne i obce europejskim kategoriom, totemiczne pierwiastki kultur "słońca" Ameryki Południowej. Można zaryzykować, że Katarzyna Kopańska - malując swoje przypowieści o świecie ludzkich, zwierzęcych i roślinnych mitów oraz symboli - maluje coś w rodzaju mistycznych mandali, geometryzując mocno naturalne kształty i układając wydzielone topograficznie strefy w systemy kompozycji centralnej, rzędowej, bądź symetrycznej. Indyjski termin mandala oznacza krąg. Mandala jest formą jantry, obrzędowego diagramu geometrycznego, opartego na centralnie rozchodzących się kręgach. Mandale są narzędziem koncentracji i kontemplacji, umożliwiającym przemianę od form cielesnych do sfery ducha... Odnoszę wrażenie, że tak po części rzecz ma się z obrazami Kopańskiej. Ich nadrealistyczna atmosfera i ateistyczny mistycyzm, wybujały kult natury oraz zaszyfrowanej symboliki, służąc duchowej stabilizacji, przewrotnie służy także prowokowaniu twórczej ekstazy, zamieniającej wszystko, co zwykłe i naturalne, w zachwycającą cudowność mitycznej opowieści.

Stylizowane kształty mórz, gór, jezior, rzek, budowli, ludzi, zwierząt, ptaków, roślin, przedmiotów, malarka umieszcza w rozległym pejzażu, nawet jeżeli motyw pierwszoplanowy jest bliski klasycznemu układowi martwej natury. Właśnie w "Martwej naturze z ibisem" nie ma ściany, draperii czy okna. Za czerwonym ptakiem stojącym na szachownicy, obok małego posążka i talerza wiśni, rozpościera się żółty, równinny pejzaż, z małymi piramidkami, jeziorami i schodkowymi budowlami. W obrazie zatytułowanym "Nisza" centralne miejsce zajmuje drzewo w donicy, z koroną pełną czerwonych ptaków. Ono, niczym rajska jabłoń wiadomości dobrego i złego, porządkuje całość kompozycji zbudowanej w tle z żółtych pasm rzek, "rogatych" gór i małych drzewek na pomarańczowym tle. Wszystko tu jest graficznie umowne, jak w naiwnie naszkicowanej mapie, ale podporządkowane wydzielonemu środkowi. (We wszystkich obrazach zresztą artystka operuje kształtami, formami uproszczonymi, sprowadzonymi do kaligraficznego znaku bądź ideogramu.) Na obrazie zatytułowanym "Dolina polodowcowa" koncepcja jest podobna, tylko kolorystyczne akcenty odwrócone. Owal w centrum obrazu jest piekielnie czerwony, w nim dwie ryby i okręt, a pejzaż naokoło zimny. Niebieskie liście i domki, zielone kopczyki gór, biała smuga nieba na horyzoncie. W obrazie "Atrium", symetrycznie ustawione kolumny niebieskich drzew wzmocnione są, w nieco dalszej perspektywie, pośrodku, również niebieskim drzewkiem w donicy, przed którym naczynie podobne do miednicy chowa w swym wnętrzu jakby uśmiechnięte, niebieskie usta. Czerwone cienie rzucane przez fragmenty zwalistej budowli potęgują wrażenie strasznego upału. Powietrze jest żółte i pomarańczowe... "Martwa natura z kameleonem i dzbanami" zaaranżowana została teatralnie. Pomiędzy czerwonymi kotarami jakby rozsuniętej kurtyny i zawieszonymi w powietrzu dużymi dzbanami, na czerwonym stoliku z bukietem dużych liści, ułożona jest szachownica, na której śpi mały, niebieski kameleon. Nad nim talerz-aureola, z nieznanymi owocami. W perspektywicznej głębi pojawia się widok na przestwór oceanu i półkolistą krawędź - profil planety Ziemia.

Przypuszczam, że w kontekście obrazów pejzażowych i roślinnych, szczególne znaczenie dla Katarzyny Kopańskiej mają kompozycje ze zwierzętami. Niebieski byk - wydaje się być kultowym cielcem, nosorożec i jednorożec - to dwa zdawałoby się pokrewne stworzenia, ale przecież jedno jest realne a drugie fantastyczne, z całym bagażem symbolicznych znaczeń. Płótno zatytułowane "Suka egipska" przedstawia centralnie usytuowaną sylwetkę psiej samicy, jako wyraz wierności i stabilizacji domowej, ale również jako objaw śmiertelnego przeczucia, powierzenia roli przewodnika w ostatniej podróży. Kot zjadający rybę i nafaszerowana liśćmi zebra zostały namalowane instynktownie, z jakiś niezrozumiałych, wyłącznie irracjonalnych powodów, podobnie jak wiele innych obrazów, gdzie zbliżone są do siebie rzeczy i zjawiska według onirycznej przypadkowości odległych skojarzeń. Do nich zaliczam płótna "Smok i dwa jeziora", "Poganiacz kotów", "Złoty statek" z nosorożcem na pokładzie. Nie sposób jest jednak, w miarę wiernie, opisywać detalicznej złożoności tych obrazów, bo każdy z nich, w dalszych lub bliższych planach ma swoje ikonograficzne zagadki ukryte w szczegółach. Dostrzegam dużych i malutkich bohaterów, ważne lub mniej ważne elementy, wysunięte na pierwszy plan lub zagubione w pejzażowym bogactwie. Dopiero bezpośrednie oglądanie i kontemplacja magicznych dla mnie kompozycji malarskich Katarzyny Kopańskiej daje możliwość przeżywania wyjątkowych stanów jaskrawej wielobarwności. Potrafią one niezwykle ożywić, odmienić, odświeżyć rutynę i schematy codzienności, pobudzić emocje i potrzebę estetycznych sublimacji. Jeżeli obrazy te są przy tym także przypowieścią o losie wędrowca, podróżującego po ogrodzie świata osobliwie obfitym w rozmaitość stworzeń, to znaczy, że przesłanie ich wykracza poza czysto formalną rozgrywkę i są w ten sposób choćby tylko sygnałem spełniania się ważnych dla człowieka przeznaczeń.


Stanisław Tabisz, styczeń 2001 r.




.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz