26 marca 2008

Misteria Paschalia i kontratenorzy


V Festiwal Misteria Paschalia
Wielki Czwartek

Byłam na koncercie w Filharmonii na Zwierzynieckiej
Alessandro Scarlatti La Vergine dei dolori
Concerto Italiano
Rinaldo Alessandrini - dyrygent
Roberta Invernizzi - sopran
Sonia Prina - alt
Martin Oro - kontratenor
Daniele Zanfardino - tenor

Rinaldo Alessandrini
Oratorium trwało około dwóch godzin. Czas ten biegł w różnym tempie. Czasem siedziałam z wypiekami na twarzy, to znów przysypiałam na chwilę, choć nie naprawdę. Lubię ten stan, wtedy utwór rozpościera się przede mną jak pejzaż. Uczucie tym sposobem zostaje na dłużej. Duety sopran z kontratenorem, alt z tenorem, tenor z kontratenorem. Dwa może trzy tercety. Słuchałam pierwszy raz. Głosy wspaniałe. Sonia Prina (Maria) pełna energii, dynamiczna, głośna, ekspresyjna. Roberta Invernizzi (San Giovanni) cichsza, delikatniejsza, czasami jakby nawoływała sama siebie głosem żałosnym, szeptem. Daniele Zanfardino (Onia) dziarski, krzepki, mocny, pewien swego nad wyraz dźwięcznego i zdrowego głosu tenor, ma tę rolę w małym palcu, bo występuję jako Onia z różnymi solistami, jego libretto było bez zakładek, korzystał z niego raczej z przyzwyczajenia.
Martin Oro (Nicodemo) kontratenor.
Martin Oro

Pan pierwszy!
Soliści wychodzili na scenę kilka razy, panie pierwsze, za nimi mężczyźni, i choć Martin Oro stał w ten sposób, że poręczniej by mu było iść za tenorem Zanfardino, ten za każdym razem go przepuszczał. Jakby mówił: "Ależ proszę, pan kontratenor tuż za paniami, a ja, jako tenor, idę ostatni, tak, tak, panie przodem". To było zabawne, kontratenor nic sobie z tego nie robił, był uprzejmy i ustępliwy, a tenor niestety miał z tym problem i ani razu nie przeszedł przed nim. 

Skąd się wydobywa głos? Głos tenora, nie mam wątpliwości, wydobywa się z gardła, fałd głosowych, więzadeł, błon śluzowych, ale głos kontratenora skąd? To nie jest tak, że mężczyzna śpiewa "cienkim głosem", albo falsetem. Niby "dynamiczne spektrum krtani zostaje ograniczone poprzez częściowe jej domknięcie" i już? Nie wierzę. To jest coś tak tajemniczego, nieziemskiego i cudownego, że można podejrzewać, że ten głos dobywa się z jakiegoś boskiego aparatu wmontowanego w usta counter tenora.

A oto właściciel najpiękniejszego głosu na Ziemi.

Andreas Scholl
Dotychczas nie byłam na koncercie Scholla. Do Polski pewnie prędko nie przyjedzie, trzeba jechać w świat, żeby go posłuchać. Na razie mamy płyty. Dużo płyt. Jego głos wydaje mi się najpiękniejszy ze wszystkich najsławniejszych kontratenorów na świecie, ale i powszechnie chyba tak się sądzi, że jest najpiękniejszy. 
Gdy pojawił się Philippe Jaroussky (młodszy 11 lat od Scholla), część wielbicieli jego głos uznała za absolutny.
Latem 2006 roku byłam na kameralnym koncercie Paula Esswooda w Auli Collegium Maius z młodym muzykiem Marcinem Szelestem (klawesyn).
Pieśni angielskie i włoskie. Profesor Esswood niezwykle elegancki i dystyngowany, powiadał o pieśniach, a potem uruchamiał ten swój cudowny instrument i śpiewał.
Starsze, obyte w świecie towarzystwo wychodząc komentowało: "nigdy nie słyszałem czegoś podobnego... ciekawe, bardzo ciekawe..." nigdy nie jest za późno, żeby doświadczyć cudu.


Paul Esswood

20 grudnia 2007 byliśmy na koncercie kontratenora Philippe Jaroussky'ego w Filharmonii na Zwierzynieckiej. Śpiewał arie Vivaldiego, Corellego, Haendla.
Głos inny niż księżycowy Scholla - jasny, radosny, słoneczny. Philippe jest już bardzo popularny.

Tu w Krakowie cudem dostaliśmy ostatnie bilety na parę tygodni przed koncertem. Ludzie płakali, krzyczeli, były owacje na stojąco, bisy, wzruszenie. Obok mnie siedziała para mężczyzn, przez cały koncert trzymali się za ręce, przez chwilę myślałam, że i ja chwycę męża i tego mężczyznę za dłoń i tak wszyscy we wspólnym wzruszeniu i przeżywaniu.... cha, cha, cha...:) 
Philippe Jaroussky trzeba przyznać jest wspaniałym kontratenorem. 

Philippe Jaroussky


Jeszcze jeden obrazek. Tym razem smutny. Kraków, Floriańska, późny wieczór. Słyszę na ulicy głos kontratenora, jednakże jest on skażony, zepsuty. Fałszuje, zacina się, zadrapuje... U wejścia na Rynek stoi starszy, wychudzony, zmarnowany mężczyzna, wygląda na alkoholika, przy akompaniamencie z magnetofonu śpiewa kontratenorem. Ludzie śmieją się z niego:

- udaje, to przecież z radia leci! ale śmiesznie udaje!

Nie rzucają mu marnych złotówek. Potem słyszałam jeszcze jak śpiewał smętne pieśni po rosyjsku.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz